Spotkanie z Innym - jako wyzwanie XXI wieku - wykĹad Ryszarda KapuĹciĹskiego
*
DoĹwiadczenie przebywania latami wĹrĂłd dalekich Innych uczy mnie, Ĺźe tylko ĹźyczliwoĹÄ dla drugiej istoty moĹźe poruszyÄ w niej strunÄ czĹowieczeĹstwa
- mĂłwiĹ w piÄ
tek w Krakowie z okazji wrÄczenia mu tytuĹu doktora honoris causa Uniwersytetu JagielloĹskiego Ryszard KapuĹciĹski.
Kiedy zastanawiam siÄ nad swoimi, dĹugo juĹź trwajÄ
cymi, podróşami po Ĺwiecie, czasem wydaje mi siÄ, Ĺźe najbardziej niepokojÄ
cym problemem byĹy nie tyle granice i fronty, trudy i zagroĹźenia, ile wielekroÄ odĹźywajÄ
ca niepewnoĹÄ o rodzaj, jakoĹÄ i przebieg spotkania z Innymi, z innymi ludĹşmi, z
ktĂłrymi zetknÄ siÄ gdzieĹ w drodze. WiedziaĹem bowiem, Ĺźe wiele, a nieraz moĹźe i wszystko, bÄdzie od tego zaleĹźeÄ. KaĹźde takie spotkanie byĹo niewiadomÄ
. Jak przebiegnie? Jak siÄ potoczy? Czym zakoĹczy?
Same tego rodzaju pytania sÄ
, oczywiĹcie, prawieczne. Spotkanie z innym czĹowiekiem, z innymi ludĹşmi, byĹo zawsze powszechnym i podstawowym doĹwiadczeniem naszego gatunku. Archeolodzy mĂłwiÄ
nam, Ĺźe najpierwszymi grupami ludzkimi byĹy maĹe rodziny - plemiona liczÄ
ce trzydzieĹci -
piÄÄdziesiÄ
t osĂłb. Gdyby taka spoĹecznoĹÄ byĹa wiÄksza, trudno by jej byĹo szybko i sprawnie siÄ poruszaÄ. Gdyby byĹa mniejsza, trudniej by jej byĹo
skutecznie siÄ broniÄ, walczyÄ o przeĹźycie.
I otóş teraz nasza maĹa rodzina - plemiÄ idzie przed siebie w poszukiwaniu poĹźywienia. I nagle napotyka innÄ
rodzinÄ - plemiÄ. JakiĹź to waĹźny moment w dziejach Ĺwiata, jakie doniosĹe odkrycie! Odkrycie, Ĺźe na Ĺwiecie istniejÄ
jeszcze inni ludzie! Dotychczas bowiem czĹonek wspomnianej przez nas grupy pierwotnej mĂłgĹ ĹźyÄ w przeĹwiadczeniu, Ĺźe poruszajÄ
c siÄ w gronie trzydziestu - piÄÄdziesiÄciu pobratymcĂłw, zna wszystkich ludzi na Ĺwiecie. Tymczasem okazaĹo siÄ, Ĺźe nie - Ĺźe na Ĺwiecie ĹźyjÄ
jeszcze inne podobne istoty, inni ludzie! Ale jak siÄ wobec takiej rewelacji zachowaÄ? Jak postÄ
piÄ? JakÄ
podjÄ
Ä decyzjÄ? RzuciÄ siÄ z furiÄ
na tych napotkanych? MinÄ
Ä ich obojÄtnie i pĂłjĹÄ dalej? Czy teĹź prĂłbowaÄ poznaÄ siÄ i porozumieÄ? Ten sam wybĂłr, przed ktĂłrym tysiÄ
ce lat temu znalazĹa siÄ grupa naszych prarodzicĂłw, stoi przed nami i dziĹ, i to z tÄ
samÄ
niesĹabnÄ
cÄ
intensywnoĹciÄ
; wybĂłr rĂłwnie jak wĂłwczas zasadniczy i kategoryczny. Jak odnieĹÄ siÄ do Innych?
JakÄ
zajÄ
Ä wobec nich postawÄ?
MoĹźe byÄ tak, Ĺźe dochodzi do pojedynku, do konfliktu, do wojny. Ĺwiadectwa takich zdarzeĹ przechowujÄ
wszystkie archiwa, znaczÄ
je pola niezliczonych bitew, resztki rozrzuconych po caĹym Ĺwiecie ruin. Wszystkie one sÄ
dowodem klÄski czĹowieka - tego, Ĺźe nie umiaĹ albo nie chciaĹ
porozumieÄ siÄ z Innymi. Literatura wszystkich krajĂłw i wszystkich epok wziÄĹa tÄ sytuacjÄ, tÄ naszÄ
tragediÄ i sĹaboĹÄ, za swĂłj nieskoĹczony w róşnorodnoĹci i nastroju temat. Ale moĹźe teĹź byÄ tak, Ĺźe Ĺledzona przez nas rodzina - plemiÄ, miast napadaÄ i walczyÄ, postanowi odgrodziÄ siÄ od
innych, oddzieliÄ, izolowaÄ. To w wyniku takiej postawy zacznÄ
z czasem pojawiaÄ siÄ podobne w zamyĹle obiekty jak chiĹski Wielki Mur, wieĹźe i bramy Babilonu, rzymski limes czy kamienne mury InkĂłw.
Na szczÄĹcie dowody na jeszcze inne, znane doĹwiadczeniu ludzkiemu postÄpowanie sÄ
takĹźe rozrzucone obficie na naszej planecie. To dowody na wspĂłĹpracÄ - pozostaĹoĹci rynkĂłw, pozostaĹoĹci przystani wodnych, miejsca, gdzie byĹy agory i sanktuaria, gdzie ciÄ
gle widoczne sÄ
siedziby starych
uniwersytetĂłw i akademii, czy teĹź zachowaĹy siÄ Ĺlady szlakĂłw handlowych takich jak Jedwabny, Bursztynowy czy Saharyjski. WszÄdzie tam ludzie spotykali siÄ, wymieniali myĹli, idee i towary, handlowali i zaĹatwiali interesy, zawierali przymierza i sojusze, znajdowali wspĂłlne cele i wartoĹci.
Inny przestawaĹ byÄ synonimem obcoĹci i wrogoĹci, zagroĹźenia i Ĺmiertelnego zĹa. KaĹźdy odnajdywaĹ w sobie choÄby czÄ
stkÄ owego Innego, wierzyĹ w to, ĹźyĹ w takim przeĹwiadczeniu.
***
Tak wiÄc trzy moĹźliwoĹci staĹy zawsze przed czĹowiekiem, ilekroÄ spotkaĹ siÄ z Innym: mĂłgĹ wybraÄ wojnÄ, mĂłgĹ odgrodziÄ siÄ murem, mĂłgĹ nawiÄ
zaÄ dialog.
Na przestrzeni historii czĹowiek caĹy czas waha siÄ miÄdzy tymi opcjami, w zaleĹźnoĹci od czasu i kultury wybiera to jednÄ
, to drugÄ
; widzimy, Ĺźe w tych wyborach jest zmienny, Ĺźe nie zawsze czuje siÄ pewnie, nie stoi na mocnym gruncie.
WojnÄ trudno usprawiedliwiÄ, uwaĹźam, Ĺźe przegrywajÄ
jÄ
wszyscy, poniewaĹź jest ona poraĹźkÄ
istoty ludzkiej, obnaĹźa jej niezdolnoĹÄ do porozumienia, do wczucia siÄ w Innego, do dobroci i rozumu. Bowiem spotkanie z Innym zwykle koĹczy siÄ wĂłwczas tragicznie, dramatem krwi i Ĺmierci.
MyĹli, ktĂłra skĹoniĹa czĹowieka do budowy wielkich murĂłw i przepastnych fos, do otaczania siÄ nimi i odgrodzenia od innych, wspĂłĹczeĹnie nadano nazwÄ doktryny apartheidu. PojÄcie to zostaĹo niesĹusznie ograniczone do polityki nieistniejÄ
cego dziĹ reĹźimu biaĹych w PoĹudniowej Afryce. W rzeczywistoĹci apartheid byĹ juĹź praktykowany w zamierzchĹych czasach. W uproszczeniu jest to poglÄ
d, ktĂłrego zwolennicy gĹoszÄ
, Ĺźe kaĹźdy moĹźe ĹźyÄ jak chce, byle z
dala ode mnie, jeĹli nie naleĹźy do mojej rasy, religii, kultury. Ale gdyby to tylko o to chodziĹo! W rzeczywistoĹci mamy tu do czynienia z doktrynÄ
strukturalnej nierĂłwnoĹci rodzaju ludzkiego. W mitach wielu plemion i ludĂłw zawarte jest przekonanie, Ĺźe ludĹşmi jesteĹmy tylko my - czĹonkowie naszego klanu, naszej spoĹecznoĹci - a inni, wszyscy inni, sÄ
podludĹşmi albo w ogĂłle ludĹşmi nie sÄ
. Najlepiej wyraĹźaĹa to jedna z doktryn staroĹźytnych Chin: nie
- ChiĹczyk byĹ uwaĹźany za diabli pomiot, w najlepszym razie za ofiarÄ losu, ktĂłrej nie udaĹo siÄ urodziÄ ChiĹczykiem. Inny zgodnie z tymi przekonaniami byĹ przedstawiany jako pies, jako szczur albo peĹzajÄ
cy gad. Apartheid byĹ i jest doktrynÄ
nienawiĹci, pogardy i wstrÄtu do Innego, obcego.
JakĹźe róşny jest obraz tegoĹź Innego w epoce wierzeĹ antropomorficznych, to znaczy takich, ktĂłrych bogowie mogli przyjmowaÄ ludzkÄ
postaÄ i zachowywaÄ siÄ jak ludzie. Bowiem nigdy wĂłwczas nie byĹo wiadome, czy ten zbliĹźajÄ
cy siÄ oto wÄdrowiec, podróşny, przybysz to czĹowiek czy bĂłg, do
czĹowieka podobny. Ta niepewnoĹÄ, ta intrygujÄ
ca ambiwalencja jest jednym ze ĹşrĂłdeĹ kultury goĹcinnoĹci, nakazujÄ
cej okazanie wszelkiej ĹźyczliwoĹci przybyĹem u, o do koĹca nierozpoznawalnej istocie.
Pisze o tym Cyprian Norwid, zastanawiajÄ
c siÄ w swoim wstÄpie do âOdyseiâ nad ĹşrĂłdĹami goĹcinnoĹci, z jakÄ
Odyseusz spotykaĹ siÄ w swojej drodze powrotnej do Itaki. âTam w kaĹźdym nÄdzarzu i tuĹaczu obcym - zauwaĹźa autor âPromethidionaâ - podejrzewano naprzĂłd, c z y l i o n n i e j e s t z B o g a?... Nie moĹźna byĹo ugoĹciÄ nikogo, zapytujÄ
c naprzĂłd: k t o j e s t p r z y c h o d z i e Ĺ? - ale dopiero skoro siÄ w nim uszanowaĹo boskoĹÄ, zestÄpowaĹo siÄ do l u d z k i c h pytaĹ. I to siÄ nazywaĹo goĹcinnoĹciÄ
, a policzaĹo jÄ
dlatego wĹaĹnie miÄdzy naboĹźne praktyki i cnoty. JakiegoĹ
Âťo s t a t n i e g o c z Ĺ o w i e k a! ÂŤ nie byĹo u GrekĂłw Homera! - zawsze on byĹ pierwszym, to jest boskimâ.
W takim, przytoczonym przez Norwida, greckim rozumieniu kultury rzeczy ujawniajÄ
swoje nowe, przychylne czĹowiekowi znaczenia. Drzwi i bramy sĹuĹźÄ
nie tylko do zamykania siÄ przed Innym - mogÄ
takĹźe otwieraÄ siÄ przed nim, zapraszaÄ w goĹcinÄ. Droga nie musi sĹuĹźyÄ wraĹźym kolumnom, moĹźe byÄ teĹź traktem, ktĂłrym idzie do nas ubrany w strĂłj pielgrzyma ktĂłryĹ z bogĂłw. DziÄki takim interpretacjom znaczeĹ zaczynamy obracaÄ siÄ w Ĺwiecie nie tylko bogatszym i róşnorodniejszym, ale rĂłwnieĹź bardziej nam Ĺźyczliwym, Ĺwiecie, w ktĂłrym sami bÄdziemy chcieli spotkaÄ siÄ z Innym.
Spotkanie z Innym Emmanuel Levinas nazywa "wydarzeniem", nawet - "wydarzeniem fundamentalnym", to najwaĹźniejsze doĹwiadczenie, najdalej siÄgajÄ
cy horyzont. Levinas, jak wiemy, naleĹźy do grona filozofĂłw dialogikĂłw, takich jak Martin Buber, Ferdinand Ebner czy Gabriel Marcel
(później do grona tego doĹÄ
czyĹ i JĂłzef Tischner), ktĂłrzy rozwinÄli ideÄ Innego - jako bytu jedynego i niepowtarzalnego - w mniej lub bardziej poĹredniej opozycji do dwĂłch fenomenĂłw, ktĂłre pojawiĹy siÄ w XX wieku, a ktĂłrymi byĹy narodziny znoszÄ
cego odrÄbnoĹÄ jednostki spoĹeczeĹstwa masowego i
ekspansja niszczycielskich ideologii totalitarnych. Filozofowie ci starali siÄ ocaliÄ najwiÄkszÄ
dla nich wartoĹÄ - jednostkÄ ludzkÄ
: Mnie, Ciebie, Innego, Innych, od niwelujÄ
cego wszelkÄ
toĹźsamoĹÄ czĹowieka dziaĹania mas i totalitaryzmu (stÄ
d upowszechnili oni pojÄcie Innego dla podkreĹlenia róşnicy miÄdzy jednostkÄ
a jednostkÄ
, róşnicy niewymienialnych i niezastÄpowalnych cech).
ByĹ to nurt niesĹychanie waĹźny, nurt ocalajÄ
cy i wywyĹźszajÄ
cy czĹowieka, nurt ocalajÄ
cy i wywyĹźszajÄ
cy Innego, z ktĂłrym, jak postulowaĹ Levinas, muszÄ nie tylko stawaÄ twarzÄ
w twarz i prowadziÄ z nim dialog, ale wrÄcz "braÄ za niego odpowiedzialnoĹÄ".
JeĹli chodzi o stosunek do Innego i Innych, dialogicy odrzucali drogÄ wojny jako prowadzÄ
cÄ
do zagĹady, krytykowali postawÄ obojÄtnoĹci i odgradzania siÄ murem, a zamiast tego gĹosili potrzebÄ, wiÄcej - etyczny obowiÄ
zek zbliĹźenia, otwartoĹci i ĹźyczliwoĹci.
W krÄgu takich wĹaĹnie myĹli i przekonaĹ, podobnego typu poszukiwaĹ i refleksji, podobnej postawy, rodzi siÄ i rozwija wielkie dzieĹo badawcze sĹuchacza, a potem doktora filozofii Uniwersytetu JagielloĹskiego, czĹonka PAN â BronisĹawa Malinowskiego.
Problem Malinowskiego: jak zbliĹźyÄ siÄ do Innego, jeĹli to nie jest istota wyĹÄ
cznie postulatywna, abstrakcyjna, ale konkretny czĹowiek naleĹźÄ
cy do odmiennej rasy, majÄ
cy swoje odrÄbne od naszych wierzenia i wartoĹci, wĹasnÄ
kulturÄ i obyczaje?
ZwrĂłÄmy uwagÄ, Ĺźe pojÄcie Inny jest najczÄĹciej okreĹlane z punktu widzenia biaĹego, Europejczyka. Ale dziĹ idÄ przez wieĹ w gĂłrach Etiopii, biegnie za mnÄ
gromada dzieci pokazujÄ
cych mnie palcem, rozbawionych i woĹajÄ
cych: Ferenczi! Ferenczi! To znaczy wĹaĹnie - obcy, inny. Oto przykĹad
dehierarchizacji Ĺwiata i jego kultur. Ĺťe, co prawda, Inni sÄ
inni, ale dla tych Innych to Ja wĹaĹnie jestem Inny.
W tym sensie wszyscy jedziemy na jednym wozie. Wszyscy mieszkaĹcy naszej planety jesteĹmy Inni wobec Innych â Ja wobec Nich, Oni wobec Mnie.
W epoce Malinowskiego i w wiekach jÄ
poprzedzajÄ
cych biaĹy czĹowiek, Europejczyk, wyprawia siÄ poza swĂłj kontynent niemal wyĹÄ
cznie w celach zdobywczych - aby opanowaÄ nowe ziemie, zdobyÄ niewolnika, handlowaÄ czy nawracaÄ. CzÄsto sÄ
to ekspedycje niesĹychanie krwawe - podbĂłj Ameryk przez Kolumba, a potem biaĹych osadnikĂłw, podbĂłj Afryki, Azji, Australii.
Malinowski wyprawia siÄ na wyspy Pacyfiku w odmiennym celu - Ĺźeby Innego poznaÄ. PoznaÄ jego sÄ
siadĂłw, zwyczaje i jÄzyk, zobaczyÄ, jak Ĺźyje. Chce zobaczyÄ i doĹwiadczyÄ tego sam, osobiĹcie, doĹwiadczyÄ, Ĺźeby później - zaĹwiadczyÄ.
Tak, zdawaĹoby siÄ, oczywisty projekt okazuje siÄ jednak rewolucyjny, Ĺwiatoburczy. ObnaĹźa on bowiem â wystÄpujÄ
cÄ
w róşnym, co prawda, stopniu
- sĹaboĹÄ, czy moĹźe po prostu cechÄ kaĹźdej kultury polegajÄ
cÄ
na tym, Ĺźe jedna kultura ma trudnoĹci w rozumieniu innej, Ĺźe te trudnoĹci majÄ
ludzie do owych kultur przynaleĹźni, ich uczestnicy i nosiciele.
Mianowicie, autor "OgrodĂłw koralowych" stwierdza po przybyciu na teren swoich badaĹ - Wyspy Trobrianda â Ĺźe mieszkajÄ
cy tam latami biali nie tylko nic nie wiedzÄ
o miejscowej ludnoĹci i jej kulturze, ale majÄ
o niej wrÄcz zupeĹnie faĹszywe, nacechowane pogardÄ
i arogancjÄ
wyobraĹźenia.
I sam, na przekĂłr wszelkim zwyczajom kolonialnym, rozbija namiot w Ĺrodku jednej z tamtejszych wiosek i zamieszkuje z miejscowÄ
ludnoĹciÄ
. To, co przeĹźyje, nie bÄdzie doĹwiadczeniem Ĺatwym. W swoim zachowanym "Dzienniku w ĹcisĹym znaczeniu tego wyrazu" coraz to wspomina o swoich
trudnoĹciach, zĹych nastrojach, zaĹamaniu, depresji. Za wyrwanie ze swojej kultury pĹaci siÄ wysokÄ
cenÄ. Dlatego tak waĹźne jest posiadanie wĹasnej, wyraĹşnej toĹźsamoĹci, poczucie jej siĹy, wartoĹci i dojrzaĹoĹci. Tylko wĂłwczas czĹowiek moĹźe ĹmiaĹo konfrontowaÄ siÄ z innÄ
kulturÄ
. W przeciwnym
wypadku bÄdzie chowaÄ siÄ w swojej kryjĂłwce, bojaĹşliwie odgradzaÄ od innych. Tym bardziej Ĺźe Inny to zwierciadĹo, w ktĂłrym siÄ przeglÄ
dam - czy w ktĂłrym jestem oglÄ
dany - to lustro, ktĂłre mnie demaskuje i obnaĹźa, czego wolelibyĹmy jednak uniknÄ
Ä. Jest interesujÄ
ce, Ĺźe kiedy w rodzimej Europie Malinowskiego toczy siÄ I wojna Ĺwiatowa, mĹody antropolog skupia siÄ na badaniach kultury wymiany, kontaktĂłw i wspĂłlnych obrzÄ
dkĂłw wĹrĂłd
mieszkaĹcĂłw Wysp Trobrianda, czemu poĹwiÄci swoje wspaniaĹe dzieĹo "Argonauci Zachodniego Pacyfiku" i sformuĹuje swojÄ
waĹźnÄ
, a tak rzadko
przestrzeganÄ
przez innych tezÄ, Ĺźe "aby o czymĹ sÄ
dziÄ, trzeba tam byÄ". Z drugÄ
jeszcze tezÄ
, na owe czasy niesĹychanie ĹmiaĹÄ
, wystÄpuje
wychowanek Uniwersytetu JagielloĹskiego, a mianowicie, Ĺźe nie ma kultur wyĹźszych i niĹźszych - sÄ
tylko kultury róşne, w odmienny sposĂłb zaspokajajÄ
ce potrzeby i oczekiwania jej uczestnikĂłw. Dla niego inny czĹowiek, z innej rasy i kultury, jest przecieĹź osobÄ
, ktĂłrej zachowanie, jednako jak
kaĹźdego z nas, cechuje godnoĹÄ, szacunek dla uznawanych wartoĹci, poszanowanie tradycji i obyczaju.
***
O ile Malinowski rozpoczynaĹ pracÄ w momencie narodzin spoĹeczeĹstwa masowego, o tyle dziĹ Ĺźyjemy w okresie przechodzenia od tegoĹź spoĹeczeĹstwa masowego do nowego - planetarnego. Wiele temu sprzyja â rewolucja elektroniczna, niebywaĹy rozwĂłj wszelkiej komunikacji, wielkie uĹatwienia w ĹÄ
cznoĹci i przemieszczaniu siÄ, a takĹźe - i w zwiÄ
zku z tym - przeobraĹźenia zachodzÄ
ce w ĹwiadomoĹci najmĹodszych pokoleĹ i w szeroko rozumianej kulturze.
Jak to zmieni stosunek nas - ludzi z jednej kultury - do ludzi z innej kultury czy innych kultur? Jak to wpĹynie na relacjÄ Ja - Inny w obrÄbie mojej kultury i poza niÄ
? Bardzo trudno odpowiedzieÄ na to w sposĂłb jednoznaczny i ostateczny, jako Ĺźe chodzi o proces, ktĂłry trwa i w ktĂłrym my sami - bez szansy na umoĹźliwiajÄ
cy refleksjÄ dystans â jesteĹmy zanurzeni.
Levinas rozwaĹźaĹ relacjÄ Ja - Inny w obrÄbie jednej, historycznie i rasowo jednolitej cywilizacji. Malinowski badaĹ plemiona melanezyjskie w czasie
, kiedy zachowywaĹy jeszcze stan pierwotny, nienaruszony wpĹywami zachodniej technologii, organizacji i rynku.
Dzisiaj coraz rzadziej jest to moĹźliwe. Kultura staje siÄ bardziej i bardziej hybrydyczna, heterogeniczna. Niedawno w Dubaju widziaĹem zdumiewajÄ
ce zjawisko. Brzegiem morza szĹa dziewczyna, z pewnoĹciÄ
muzuĹmanka. Ubrana byĹa w obcisĹe dĹźinsy i opiÄtÄ
bluzeczkÄ, a jednoczeĹnie jej gĹowÄ, samÄ
tylko gĹowÄ, zakrywaĹ ciemny czador tak purytaĹsko szczelny, Ĺźe nawet oczu nie byĹo widaÄ.
Dzisiaj sÄ
juĹź caĹe szkoĹy w filozofii, antropologii, krytyce literackiej, ktĂłre temu procesowi hybrydyzacji, ĹÄ
czenia i kulturowego przetwarzania poĹwiÄcajÄ
gĹĂłwnie uwagÄ. Proces ten trwa zwĹaszcza w tych regionach, gdzie granice paĹstw byĹy granicami róşnych kultur (np. granica
amerykaĹsko - meksykaĹska), a takĹźe w gigantycznych megamiastach (jak Sao Paulo, Nowy Jork czy Singapur), w ktĂłrych miesza siÄ ludnoĹÄ przedstawiajÄ
ca kultury i rasy najprzeróşniejsze. ZresztÄ
mĂłwimy dziĹ, Ĺźe Ĺwiat zrobiĹ siÄ wieloetniczny i wielokulturowy nie dlatego, Ĺźeby tych
spoĹecznoĹci i kultur byĹo wiÄcej niĹź kiedyĹ, lecz Ĺźe one mĂłwiÄ
coraz peĹniejszym gĹosem, coraz bardziej samodzielnym i zdecydowanym, domagajÄ
c siÄ akceptacji, uznania i miejsca przy okrÄ
gĹym stole narodĂłw.
Ale prawdziwe wyzwanie naszego czasu, spotkanie z nowym Innym, bierze siÄ takĹźe i z szerszego kontekstu historycznego. A mianowicie - druga poĹowa XX wieku to lata, w ktĂłrych dwie trzecie ludnoĹci Ĺwiata wyzwala siÄ z zaleĹźnoĹci kolonialnej i staje siÄ obywatelami swoich, przynajmniej
nominalnie niepodlegĹych, paĹstw. Stopniowo ludzie ci zaczynajÄ
odnajdywaÄ swojÄ
wĹasnÄ
przeszĹoĹÄ, mity i legendy, swoje korzenie, poczucie toĹźsamoĹci i oczywiĹcie dumy z tego pĹynÄ
cej. ZaczynajÄ
czuÄ siÄ sobÄ
, gospodarzami i sternikami swoje go losu, z nienawiĹciÄ
patrzÄ
c na wszelkie
prĂłby traktowania ich wyĹÄ
cznie przedmiotowo jako statystĂłw, jako ofiary i bierne obiekty dominacji.
DziĹ nasza planeta, zamieszkana wiekami przez wÄ
skie grono wolnych i szerokie rzesze zniewolonych, zapeĹnia siÄ coraz wiÄkszÄ
liczbÄ
narodĂłw i spoĹecznoĹci o rosnÄ
cym poczuciu wĹasnej, odrÄbnej wartoĹci i znaczenia. Proces ten przebiega czÄsto wĹrĂłd ogromnych trudnoĹci, konfliktĂłw, dramatĂłw i strat.
ByÄ moĹźe zmierzamy w stronÄ Ĺwiata tak zupeĹnie nowego i odmiennego , Ĺźe dotychczasowe doĹwiadczenia historii okaĹźÄ
siÄ niewystarczajÄ
ce, aby go pojÄ
Ä i mĂłc siÄ w nim poruszaÄ. W kaĹźdym razie Ĺwiat, w ktĂłry wchodzimy, jest PlanetÄ
Wielkiej Szansy, ale nie szansy bezwarunkowej, lecz otwartej tylko dla tych, ktĂłrzy potraktuj Ä
swoje zadania serio, dajÄ
c tym dowĂłd, Ĺźe siebie samych traktujÄ
serio. Jest to Ĺwiat, ktĂłry potencjalnie wiele daje, ale i wiele wymaga, w ktĂłrym prĂłba Ĺatwego chodzenia na skrĂłty jest czÄsto drogÄ
donikÄ
d.
BÄdziemy w nim ciÄ
gle spotykaÄ nowego Innego, ktĂłry powoli zacznie wyĹaniaÄ siÄ z chaosu i zamÄtu wspĂłĹczesnoĹci. MoĹźliwe, Ĺźe ten Inny zrodzi siÄ ze spotkaĹ dwĂłch przeciwstawnych nurtĂłw tworzÄ
cych kulturÄ wspĂłĹczesnego Ĺwiata â z nurtu globalizujÄ
cego naszÄ
rzeczywistoĹÄ i z drugiego,
zachowujÄ
cego nasze odmiennoĹci, nasze róşnice, naszÄ
niepowtarzalnoĹÄ. Ĺťe bÄdzie ich pĹodem i spadkobiercÄ
. WinniĹmy z nim szukaÄ dialogu i porozumienia. DoĹwiadczenie przebywania latami wĹrĂłd dalekich Innych uczy mnie, Ĺźe tylko ĹźyczliwoĹÄ dla drugiej istoty jest tÄ
po stawÄ
, ktĂłra moĹźe
poruszyÄ w niej strunÄ czĹowieczeĹstwa.
Kim bÄdzie ten nowy Inny? Jak bÄdzie wyglÄ
daÄ nasze spotkanie? Co sobie powiemy? I w jakim jÄzyku? Czy potrafimy wysĹuchaÄ siÄ nawzajem? Nawzajem siÄ zrozumieÄ? Czy razem zechcemy odwoĹaÄ siÄ do tego, co - jak mĂłwi Conrad - "przemawia do naszej zdolnoĹci doĹwiadczenia zachwytu
i podziwu, do wyczucia tajemnicy otaczajÄ
cej Ĺźycie, do naszego poczucia litoĹci, piÄkna i bĂłlu, do utajonej ĹÄ
cznoĹci z caĹym Ĺwiatem - i do subtelnego, ale niezwyciÄĹźonego przeĹwiadczenia o solidarnoĹci, ktĂłra zespala w jedno samotnoĹÄ nieprzeliczonych serc ludzkich, do wspĂłlnoty w marzeniach, radoĹciach, troskach, dÄ
Ĺźeniach, zĹudzeniach, nadziei, lÄku, ktĂłra wiÄ
Ĺźe czĹowieka z czĹowiekiem, ktĂłra ĹÄ
czy caĹÄ
ludzkoĹÄ - umarĹych z
Ĺźywymi, a Ĺźywych z jeszcze nienarodzonymi".
*WykĹad zostaĹ opublikowany za zgodÄ
Pani Alicji KapuĹciĹskiej