Odniesienie do podstawy programowej: zwiń
Odniesienie do podstawy programowej: więcej
BLOG Z GHANY
Nic siÄ nie dzieje, zwykĹy nudny dzieĹ w Ghanie.
Jutro nic nie masz w planie, caĹy dzieĹ w domu w Vakpo Todzi. Postanawiasz posiedzieÄ do późna, bo nie musisz wstawaÄ rano. SÄ
siedzi zawsze kĹadÄ
siÄ spaÄ o pĂłĹnocy. WstajÄ
o szĂłstej rano. Zawsze. Eh, nigdy nie bÄdziesz jak oni, wewnÄtrzny zegar rozregulowaĹ siÄ dawno temu w Europie.
OczywiĹcie plany spania do poĹudnia nie powiodĹy siÄ. Do drugiej w nocy pod twoim oknem darĹa siÄ koza. Jak juĹź udaĹo siÄ zasnÄ
Ä, to zaczÄĹy piaÄ koguty. TeĹź pod oknem. Bo tam cieĹ. No to wstaĹeĹ. Co ty bÄdziesz robiĹ caĹy dzieĹ. PozamiataĹeĹ naokoĹo domu. PosprzÄ
taĹeĹ w Ĺrodku. MoĹźe sobie pranie zrobisz. Deszcz zaczyna padaÄ - trzeba wystawiÄ wiadro i miski na deszczĂłwkÄ. Dzieciaki sÄ
siadki stojÄ
w ubraniach na deszczu. Ty pod daszkiem patrzÄ
c jak twoje wiadro napeĹnia siÄ wodÄ
. Po krĂłtkim namaczaniu dzieci zdejmujÄ
ciuszki, mama je namydla w tym deszczu - dzieci siÄ piorÄ
. Mama bierze wiadro napeĹnione deszczĂłwkÄ
i z rozmachem wylewa na dzieci, ktĂłre stojÄ
na progu domu. Ot, przy okazji podĹoga siÄ w domu umyje mydlinami z dzieci. Wiesz, Ĺźe to ogromna bieda, ale przez moment myĹlisz sobie, jakie tu jest wszystko proste.
Gdy deszcz ustaje, robisz sobie pranie, ktĂłre wywieszasz na chwilowe sĹoĹce - jeszcze bÄdzie dziĹ padaÄ raz, wiÄc i tak zaraz bÄdziesz je ĹciÄ
gaÄ. Tymczasem wodÄ
z prania myjesz teĹź podĹogÄ w domu. A co. Obserwacja sÄ
siadĂłw nie idzie w las. Przypominasz sobie kolejny raz, Ĺźe jesteĹ wĹrĂłd ludzi, ktĂłrzy walczÄ
kaĹźdego dnia z ubĂłstwem, ktĂłrego nie da siÄ porĂłwnaÄ do biedy w Europie. Jeszcze bardziej nabierasz do nich szacunku i pokory.
[ĹšrĂłdĹo: Ola Antonowicz, http://globalnepoludnie.pl/Nic-sie-nie-dzieje-zwykly-nudny]
Woda w kranie na Ĺniadanie
Wynajmujesz dom na wsi z dwoma pokojami, salonem, korytarzem prowadzÄ
cym do toalety i prysznica. To dom na wsi w Afryce. Jednak murowany i z dostÄpem do prÄ
du i wody, co z gruntu sytuuje ciÄ wĹrĂłd bogatszej czÄĹci spoĹecznoĹci.
WiÄkszoĹÄ mieszkaĹcĂłw bowiem mieszka w rozsypujÄ
cych siÄ murowanych pomieszczeniach, bÄ
dĹş w glinianych lepiankach. Za kuchniÄ sĹuĹźy im namiot zrobiony z bambusĂłw i liĹci palmowych.
Ty teĹź nie masz w swoim domu kuchni. Ale to nawet lepiej, bo nie wyobraĹźasz sobie gotowania czegokolwiek w zamkniÄtym pomieszczeniu.
Jest i tak zbyt gorÄ
co, by usiedzieÄ wewnÄ
trz w ciÄ
gu dnia.
Dom i owszem ma prÄ
d, ale wody jeszcze nie. WĹaĹciciel obiecuje ci, Ĺźe to siÄ zmieni. WkrĂłtce. Faktycznie jeszcze tego samego dnia przychodzi hydraulik i podĹÄ
cza licznik. Ale sam licznik nie wystarcza. Hydraulik tĹumaczy, Ĺźe system jest gotowy, ale niestety rurociÄ
g dostarczajÄ
cy wodÄ poĹowie mieszkaĹcĂłw wsi (w tym tobie),jest zepsuty. NastÄ
piĹ wyciek. MyĹlisz, nie ma sprawy, jak tylko wyciek zostanie naprawiony, z kranu poleci woda. Tymczasem jedziesz na targ i kupujesz kilkudziesiÄciolitrowÄ
plastikowÄ
beczkÄ, w ktĂłrej przechowujesz wodÄ przyniesionÄ
ze zbiornika na deszczĂłwkÄ naleĹźÄ
cego do wĹaĹciciela domu.
Przy okazji odkrywasz zastosowanie dla maĹych kolorowych plastikowych wiadereczek, ktĂłre sprzedajÄ
na wszystkich straganach. DoskonaĹe do polewania siÄ, nabierania wody na kawÄ i mycia kubkĂłw. I uczysz siÄ korzystaÄ z afrykaĹskiej wody. Do picia, do mycia, do kibla. Ĺťadnego tam chlust za ganek, wszystko siÄ przyda. Ta woda trochÄ Ĺmierdzi, zastanawiasz siÄ, czyjÄ
piÄ. W koĹcu jednak pijesz przegotowanÄ
. Chyba bardziej ze wstydu przed sÄ
siadami, ktĂłrzy nie kupujÄ
wody butelkowanej nigdy.
Tak mijajÄ
dni. Przyzwyczajasz siÄ do tego, Ĺźe woda jest nie w kranie, tylko w niebieskiej beczce.
W napeĹnianiu beczki pomagajÄ
ci dzieci sÄ
siadĂłw, ktĂłre nie mogÄ
zrozumieÄ, Ĺźe nosisz na gĹowie wodÄ w miednicy razem z nimi. Aha! Nie dodaĹam, Ĺźe jesteĹ biaĹy. To w oczywisty sposĂłb zmienia nastawienie wszystkich mieszkaĹcĂłw wsi wobec ciebie.
Po kilku dniach wĹaĹciciel domu przychodzi i mĂłwi, Ĺźe gdy nastÄpnym razem skoĹczy siÄ woda, dzieci pĂłjdÄ
i przyniosÄ
jej nowy zapas z pompy, ktĂłra jest po drugiej stronie wsi. CaĹkiem daleko - myĹlisz. I jeszcze - deszczĂłwka siÄ koĹczy. W zasadzie nic w tym dziwnego, bo pora deszczowa zmierza ku koĹcowi i ulewy sÄ
coraz rzadsze. Pytasz wĹaĹciciela, czy dĹugo jeszcze bÄdÄ
naprawiaÄ rurociÄ
g. Nie ma pojÄcia. Nikt w zasadzie nie ma o tym pojÄcia, choÄ wszyscy ludzie z sÄ
siedztwa chodzÄ
po wodÄ albo do wspomnianej oddalonej pompy, albo do rzeki, ktĂłra jest jeszcze dalej niĹź pompa. Zastanawiasz siÄ, dlaczego biorÄ
wodÄ z rzeki, skoro jest brudniejsza i dalej trzeba po niÄ
iĹÄ. Woda z rzeki jest za darmo.
Ten brak wody zaczyna ciÄ wkurzaÄ. Nie chodzi o to, Ĺźe kĹopotliwe jest korzystanie z wody z beczki, czy przynoszenie jej. Noszenie wody z pompy staje siÄ nawet miĹym zajÄciem, bo mieszkaĹcy wsi zaczepiajÄ
ciÄ ĹmiejÄ
c siÄ i niedowierzajÄ
c, Ĺźe sam jÄ
sobie nosisz. Ty ich teĹź nie do koĹca rozumiesz. CiÄĹźko ci zaakceptowaÄ, Ĺźe tak ciÄĹźkie miednice miaĹyby nosiÄ dzieci z sÄ
siedztwa â nosisz je za nie, a w zasadzie z nimi, bo one towarzyszÄ
ci na kaĹźdym kroku prĂłbujÄ
c co chwila przejÄ
Ä miednicÄ, jakby zawstydzone, Ĺźe to ty jÄ
dĹşwigasz.
Brak wody w rurach wkurza ciÄ z innego powodu. ByĹo obiecane. Gdyby wĹaĹciciel uprzedziĹ ciÄ, Ĺźe nie bÄdzie wody w rurach, byĹbyĹ caĹkowicie zrelaksowany noszÄ
c sobie jÄ
na gĹowie co wieczĂłr. Jednak w tej sytuacji nosisz jÄ
sobie i myĹlisz, ile jeszcze nie bÄdzie tej wody, na ktĂłrÄ
siÄ umĂłwiĹeĹ?
W zasadzie czujesz siÄ oszukany, choÄ caĹy czas wĹaĹciciel mĂłwi, Ĺźe jak tylko naprawiÄ
rurociÄ
g, woda popĹynie w twoim kamiennym, zagrzybionym brodziku. I tego wĹaĹnie chcesz. Bo tak byĹo ustalone.
KtĂłregoĹ wieczora myĹlisz sobie, Ĺźe twoja upartoĹÄ caĹkiem przypomina upartoĹÄ tych poukĹadanych ludzi, ktĂłrzy wsiadajÄ
c do pustego pociÄ
gu z miejscĂłwkami zawsze siadajÄ
dokĹadnie na wyznaczonym przez bilet miejscu. "Zawsze siÄ z tego ĹmiaĹeĹ myĹlÄ
c o sobie, jako o czĹowieku wyluzowanym i niepotrzebujÄ
cym tego typu ograniczajÄ
cego porzÄ
dku. SiedzÄ
c na ganku obok niebieskiej beczki uĹwiadamiasz sobie, Ĺźe twoje wkurzenie jest caĹkiem podobne do owych szukajÄ
cych swojego miejsca w pustym pociÄ
gu. Przychodzi wĹaĹciciel i zagaduje pytajÄ
c, czy brak wody ci nie doskwiera. Odpowiadasz, Ĺźe nie i naprawdÄ czujesz, Ĺźe juĹź moĹźesz sobie chodziÄ do tej pompy. WĹaĹciciel niespodziewanie zaczyna narzekaÄ, Ĺźe jego zbiorniki na deszczĂłwkÄ siÄ koĹczÄ
i niedĹugo on teĹź bÄdzie musiaĹ zaczÄ
Ä wysyĹaÄ dzieci po wodÄ na drugi koniec wsi.
I pĹaciÄ. Bo deszczĂłwka byĹa przecieĹź za darmo.
[ĹšrĂłdĹo: Ola Antonowicz, http://globalnepoludnie.pl/Woda-w-kranie-na-sniadanie]