Odniesienie do podstawy programowej: Jak dla wĹaĹciwego scenariusza zwiń
Odniesienie do podstawy programowej:Jak dla wĹaĹciwego więcej
BAJKA: MILLA I GĹODNE BRZUSZKI
Kiepski to byĹ dzieĹ: Milla musiaĹa wczeĹnie wstaÄ, bo do szkoĹy na 8.00, za oknem ponuro. W czasie drogi do szkoĹy wpadĹa w ogromniastÄ
kaĹuĹźÄ i zabĹociĹa swoje ulubione rajstopki. W szkole teĹź nie najlepiej: lekcje nudne, do tego Antek uwziÄ
Ĺ siÄ na niÄ
i na kaĹźdej przerwie jej dokuczaĹ! W koĹcu nie wytrzymaĹa i rzuciĹa w niego kanapkÄ
. Z pomidorem na uchu nie byĹ juĹź taki wesoĹy.
CzekaĹa na duĹźÄ
przerwÄ. Jak tylko zadzwoniĹ dzwonek, pobiegĹa prÄdko na stoĹĂłwkÄ. Szybko zjem obiad- pomyĹlaĹa Milla. No nie⌠ta zupa jest za gorÄ
ca, wezmÄ drugie. PodziobaĹa trochÄ ziemniaczkĂłw i buraczkĂłwâ i juĹź jest na boisku. Niestety gra teĹź nieudana â przegraĹa. Na szczÄĹcie zaraz koniec lekcji- pomyĹlaĹa- i juĹź biegnÄ do domu na pyszny obiad!
- Mamo, kiszki mi walca grajÄ
â woĹa od progu.
- Chyba marsza â ze Ĺmiechem odparĹa mama.
- Dobrze, Ĺźe juĹź jesteĹ cĂłreczko - mam wielki worek Ĺmieci, ktĂłre woĹajÄ
, Ĺźeby je wyrzuciÄ. PomoĹźesz? â poprosiĹa mama. Za chwilÄ babcia przyjdzie na obiad, a ja mam jeszcze masÄ rzeczy do zrobienia.
Milla z posÄpnÄ
minÄ
i z nosem spuszczonym na kwintÄ zabiera worek i rusza na podwĂłrze, gdzie znajduje siÄ ich Ĺmietnik. Kiedy od Ĺmietnika dzielÄ
jÄ
dwa kroki, worek pÄka i caĹa jego zawartoĹÄ rozsypuje siÄ pod nogami Milli. Widok kawaĹka marchewki na nowych, róşowych bucikach, przelewa czarÄ goryczy. Dziewczynce przebiega przez gĹowÄ myĹl, Ĺźe juĹź gorzej byÄ nie moĹźeâŚ
- Äwir, Äwir⌠nie masz czegoĹ do jedzenia? - usĹyszaĹa nagle sĹabiutki gĹosik.
- Nieee, sama jestem gĹodna jak lis, a mama dopiero gotuje obiad, ale zaraz âŚkto to pyta?
- To ja, Globelek, spĂłjrz w gĂłrÄ.
Milla zwrĂłciĹa gĹowÄ w kierunku wysokiego drzewa, skÄ
d dobiegaĹ jÄ
gĹosik i zobaczyĹa maĹego ptaszka, siedziaĹ na gaĹÄzi zatroskany, wyglÄ
daĹ jakby siÄ ledwo trzymaĹ na swoich cieniutkich nóşkach i miaĹ zaraz spaĹÄ.
- Co ci jest ptaszku? Czy coĹ ci siÄ staĹo, jesteĹ ranny? â niepokĂłj o ptaszka byĹ silniejszy niĹź zdziwienie dziewczynki, Ĺźe ptaszek mĂłwi ludzkim gĹosem.
- Nie, jestem tylko zmÄczony i gĹodny, wĹaĹnie wrĂłciĹem z dalekiej podróşy, wiaĹ silny wiatr i musiaĹem bardzo wysilaÄ skrzydeĹka, aby frunÄ
Ä w wyznaczonym kierunku. Nie byĹo mnie póŠroku w kraju. Ale mniejsza z tym, nie masz jakiĹ okruszkĂłw chleba, abym siÄ posiliĹ i nabraĹ siĹ?
- Niestety nie, ale mogÄ skoczyÄ do sklepiku po buĹkÄ! â zaproponowaĹa dziewczynka wyszukujÄ
c monetÄ z kieszeni, jaka jej zostaĹa z kieszonkowego. Nie czekajÄ
c na odpowiedĹş Milla odwrĂłciĹa siÄ na piÄcie, daĹa susa i poĹlizgnÄĹa siÄ na resztce banana, ktĂłry wypadĹ jej ze Ĺmieci i wylÄ
dowaĹa na ziemi wĹrĂłd nadgniĹego jabĹka i zwiÄdĹej marchwi.
- Zaraz, zaraz⌠jest tu kawaĹek wczorajszego chleba. Nie byĹ juĹź potrzebny, bo tata dziĹ rano przyniĂłsĹ na Ĺniadanko ĹwieĹźutkie buĹeczki, moĹźe byÄ wczorajszy?
- O tak, dziÄkujÄ! âpowiedziaĹ Globelek.
Milla pokruszyĹa chlebek na rÄ
czkÄ, wspiÄĹa siÄ na palce i podaĹa ptaszkowi pod sam dziobek. Jak juĹź Globelek nabraĹ siĹ, rozejrzaĹ siÄ wokóŠi zauwaĹźyĹ rozdarty worek pod drzewem.
- Dlaczego wyrzucasz tyle jedzenia? â zapytaĹ ze zdziwieniem dziewczynkÄ.
- Jakiego jedzenia? To przecieĹź tylko Ĺmieci! â odparĹa niemniej zdumiona dziewczynka.
- Z takÄ
marchewkÄ
mĂłj przyjaciel Turiku miaĹby chrupania na caĹy tydzieĹ! Ooo, a z takim jabĹkiem Nukarukunda urzÄ
dziĹaby zawody na najmniejszy ogryzek Ĺwiata! Turiku to mĂłj przyjaciel, ktĂłry uwielbia wszystko, co wydaje dĹşwiÄki, jego imiÄ oznacza âmuzyka mi najbliĹźszaâ. On nawet je w rytm jakiejĹ melodii, na przykĹad chrupie kawaĹek pÄdu z bambusa albo orzeszki ziemne, a ty zastanawiasz siÄ, jaka to melodia. Nieraz taki pÄd bambusa starcza mu na caĹy dzieĹ. A Nukarukunda to dziewczynka, ktĂłra zawsze ma pomysĹ na ciekawÄ
, ale i mÄ
drÄ
, poĹźytecznÄ
zabawÄ, jej imiÄ oznacza âta, ktĂłra przewodziâ. Oni mieszkajÄ
w Malawi.
- A co to takiego - Malawi?
- To paĹstwo w Afryce ze wspaniaĹym, ogromnym jeziorem, piÄknymi wodospadami, lasami, wysokimi gĂłrami. To piÄkny, egzotyczny kraj, ale daleko stÄ
d âsamolotem leciaĹabyĹ z 10 godzin.
- A ludzie leĹźÄ
na leĹźakach lub kÄ
piÄ
siÄ w basenie?
- No niezupeĹnie. DzieĹ jest raczej przepeĹniony pracÄ
, aby zdobyÄ i przygotowaÄ poĹźywienie dla siebie i swojej rodziny. Nie ma tam wielu fabryk, ani sklepĂłw. Ludzie najczÄĹciej jedzÄ
to, co daje im natura i co sami wyhodujÄ
. WokóŠwiosek uprawia siÄ warzywa w maĹych ogrĂłdkach, a na polach kukurydzÄ, ryĹź i inne roĹliny. MiÄso je siÄ tam rzadko i pochodzi ono ze zwierzÄ
t hodowlanych lub dziko ĹźyjÄ
cych (kozy, strusie, ale i krokodyle, maĹpy, wÄĹźe, sĹonie, antylopy, jeĹźozwierze). Nie zawsze wystarcza dla wszystkich mieszkaĹcĂłw poĹźywienia, czÄste susze niszczÄ
uprawy, a wtedy panuje gĹĂłd. Dlatego mieszkaĹcy szanujÄ
kaĹźdy kÄs poĹźywienia.
HistoriÄ Globelka o dalekim kraju i o tym, co i jak jedzÄ
jego mieszkaĹcy przerwaĹ naraz gĹos:
- Milla, obiad gotowy.
- BÄdziesz tu jeszcze? â cichutko zapytaĹa Globelka.
- Tak, tak, ja tu mieszkam w okolicy, a to moje ulubione drzewo.
Dziewczynka pospiesznie pozbieraĹa rozsypane Ĺmieci. âSzybko na obiadâ â pomyĹlaĹa i odwrĂłciĹa siÄ z impetem. W tej samej chwili pojawiĹ siÄ starszy pan, ktĂłry zdjÄ
Ĺ ze Ĺmietnika siatkÄ ze starym chlebem. Przez gĹowÄ dziewczynki przemknÄĹa jeszcze myĹl: âCiekawe co on robi z tym suchym chlebem?â
W domu zastaĹa juĹź wszystkich przy stole.
Ja poproszÄ tylko jednego kotlecika, bo nie wiem czy dam radÄ zjeĹÄ dwa, a po co mamy go potem wyrzucaÄ?
Mama z uĹmiechem nakĹada cĂłreczce kotlet, a po chwili sĹychaÄ tylko brzdÄk sztuÄcĂłw.
Kiedy Milla zaspokoiĹa juĹź swĂłj pierwszy gĹĂłd zagadnÄĹa babciÄ:
- Babciu, jakiĹ pan zabieraĹ stary chleb koĹo Ĺmietnika, po co mu on?
- Czasem ludzie wykorzystujÄ
resztki poĹźywienia dla zwierzÄ
t, na przykĹad suchy chlebek dla koni.
- Babciu, a wiesz, Ĺźe sÄ
takie miejsca na Ĺwiecie, gdzie ludzie sami polujÄ
na zwierzÄta i robiÄ
z nich miÄso, a chlebka nie kupujÄ
w piekarni, tylko sami piekÄ
w domu?
- Ja nawet znam takie miejsce, moĹźemy tam siÄ wybraÄ choÄby jutro, jest przecieĹź sobota â zaproponowaĹa babcia.
- NaprawdÄ?
- Do wujka Staszka jedzie siÄ autobusem niecaĹÄ
godzinÄ - uĹmiechnÄĹa siÄ zachÄcajÄ
co babcia.
Na drugi dzieĹ po poĹudniu Milla z bratem, babciÄ
i mamÄ
stali juĹź na przystanku autobusowym. Wszyscy z zadowolonymi minami i gotowi do odbycia ciekawej wycieczki.
Wujek Staszek na widok goĹci uĹmiechnÄ
Ĺ siÄ szeroko i zaprosiĹ ich serdecznie do domu.
- Wujku, czy to prawda, Ĺźe umiesz robiÄ chleb? - spytaĹa niecierpliwie Milla.
Wujek uĹmiechnÄ
Ĺ siÄ, aĹź jego dĹugie wÄ
sy uniosĹy siÄ w gĂłrÄ.
- ChodĹşcie ze mnÄ
na pole, coĹ Wam pokaĹźÄ - zaproponowaĹ.
- Najpierw trzeba przygotowaÄ pole do siewu â rozpoczÄ
Ĺ swojÄ
opowieĹÄ wujek Staszek.
- WiosnÄ
zasiaĹem zboĹźe i ono rosĹo sobie od malutkiego zielonego ĹşdĹşbĹa po piÄkny jasny kĹos - opowiadaĹ dalej wujek.
- Wujku, a kiedy wiadomo, Ĺźe zboĹźe jest juĹź dojrzale? - zapytaĹa zaciekawiona Milla.
- ZboĹźe dojrzewa przez cale lato i to od pogody zaleĹźy, kiedy je moĹźna zebraÄ z pola. Najlepiej, kiedy jest duĹźo sĹoĹca, bo wtedy kĹosy mogÄ
dojrzewaÄ. Ale potrzebny jest takĹźe deszcz, Ĺźeby ziemia nie byĹa za sucha, bo jak wszystkie roĹliny, zboĹźe, aby rosnÄ
Ä potrzebuje teĹź wody.
- A co później dzieje siÄ z dojrzaĹym zboĹźem?- zapytaĹ brat Milli.
- Kiedy zboĹźe jest juĹź dojrzaĹe, na pole wjeĹźdĹźa kombajn, Ĺcina kĹosy i mĹĂłci je.
Dawnej, jak nie byĹo maszyn rolnicy sami Ĺcinali zboĹźe kosÄ
, ukĹadali i mĹĂłcili je wĹasnymi rÄkami przy pomocy cepĂłw. Pewnie w niektĂłrych biedniejszych krajach nadal tak wyglÄ
da praca na wsi.
âPewnie tak jest w tej egzotycznej krainie Malawi, o ktĂłrej opowiadaĹ Globelekâ âpomyĹlaĹa Milla.
-Ale to jeszcze nie wszystko â powiedziaĹ wujek - później zebrane ziarno zawozi siÄ do mĹyna, a tam specjalne maszyny mielÄ
je na mÄ
kÄ. MÄ
ka z mĹyna trafia do piekarni, a tam piekarz wyrabia z niej i droĹźdĹźy ciasto na chleb i buĹki. Pieczenie chleba odbywa siÄ w nocy, Ĺźeby rano gotowe pieczywo mogĹo trafiÄ do sklepĂłw.
Po powrocie z pola caĹa rodzina zasiadĹa do stoĹu. Ciocia Marylka przygotowaĹa pyszny obiad i degustacjÄ upieczonego przez niÄ
chleba! Po obiedzie wujek odwiĂłzĹ goĹci na przystanek autobusowy i tak zakoĹczyĹa siÄ wizyta na wsi.
Jeszcze tego samego dnia Milla, po dĹugiej rozmowie z bratem i rodzicami, zdecydowaĹa, Ĺźe dobrze byĹoby zbudowaÄ karmnik dla ptakĂłw.
- Wspaniale bÄdzie mĂłc wysypaÄ róşne ziarenka dla ptaszkĂłw zimowÄ
porÄ
âŚ- rozmarzyĹa siÄ na gĹos Milla, stojÄ
c w oknie. W tej chwili przelatywaĹ akurat Globelek, ktĂłry pozdrowiĹ dziewczynkÄ radoĹnie i ÄwierkajÄ
c przyznaĹ:
- Tak Millu, to bardzo dobry pomysĹ! - i odleciaĹ na drzewo, machajÄ
c wesoĹo skrzydeĹkami.