MATERIAŁY DODATKOWE

Milla i głodne brzuszki

Opis: Bajka "Milla i głodne brzuszki"

Autor/Autorka (autorzy/autorki): Laetitia Barbry, Paulina Bąk, Justyna Byczkowska, Aneta Cruz-Kąciak, Agnieszka Grzesiak, Sylwia Hull-Wosiek, Magdalena Janaszek, Dominika Konieczna, Joanna Lewandowska, Joanna Łakomiec, Karolina Łebek, Joanna Markisz, Paulina Obiała, Anna NadŜera, Katarzyna Potoniec, Karolina Piątek, Martyna Rzepska, Monika Spławska, Agnieszka Szczepanik, Katarzyna Zaworska. Opracowanie: Jacek Kupski, Klaudia Rutkowska. Poprawki: Elżbieta Maćkowska



BAJKA: MILLA I GŁODNE BRZUSZKI

Kiepski to był dzień: Milla musiała wcześnie wstać, bo do szkoły na 8.00, za oknem ponuro. W czasie drogi do szkoły wpadła w ogromniastą kałużę i zabłociła swoje ulubione rajstopki. W szkole też nie najlepiej: lekcje nudne, do tego Antek uwziął się na nią i na każdej przerwie jej dokuczał! W końcu nie wytrzymała i rzuciła w niego kanapką. Z pomidorem na uchu nie był już taki wesoły.
Czekała na dużą przerwę. Jak tylko zadzwonił dzwonek, pobiegła prędko na stołówkę. Szybko zjem obiad- pomyślała Milla. No nie… ta zupa jest za gorąca, wezmę drugie. Podziobała trochę ziemniaczków i buraczków– i już jest na boisku. Niestety gra też nieudana – przegrała. Na szczęście zaraz koniec lekcji- pomyślała- i już biegnę do domu na pyszny obiad!
- Mamo, kiszki mi walca grają – woła od progu.
- Chyba marsza – ze śmiechem odparła mama.
- Dobrze, że już jesteś córeczko - mam wielki worek śmieci, które wołają, żeby je wyrzucić. Pomożesz? – poprosiła mama. Za chwilę babcia przyjdzie na obiad, a ja mam jeszcze masę rzeczy do zrobienia.
Milla z posępną miną i z nosem spuszczonym na kwintę zabiera worek i rusza na podwórze, gdzie znajduje się ich śmietnik. Kiedy od śmietnika dzielą ją dwa kroki, worek pęka i cała jego zawartość rozsypuje się pod nogami Milli. Widok kawałka marchewki na nowych, różowych bucikach, przelewa czarę goryczy. Dziewczynce przebiega przez głowę myśl, że już gorzej być nie może…
- Ćwir, ćwir… nie masz czegoś do jedzenia? - usłyszała nagle słabiutki głosik.
- Nieee, sama jestem głodna jak lis, a mama dopiero gotuje obiad, ale zaraz …kto to pyta?
- To ja, Globelek, spójrz w górę.
Milla zwróciła głowę w kierunku wysokiego drzewa, skąd dobiegał ją głosik i zobaczyła małego ptaszka, siedział na gałęzi zatroskany, wyglądał jakby się ledwo trzymał na swoich cieniutkich nóżkach i miał zaraz spaść.
- Co ci jest ptaszku? Czy coś ci się stało, jesteś ranny? – niepokój o ptaszka był silniejszy niż zdziwienie dziewczynki, że ptaszek mówi ludzkim głosem.
- Nie, jestem tylko zmęczony i głodny, właśnie wróciłem z dalekiej podróży, wiał silny wiatr i musiałem bardzo wysilać skrzydełka, aby frunąć w wyznaczonym kierunku. Nie było mnie pół roku w kraju. Ale mniejsza z tym, nie masz jakiś okruszków chleba, abym się posilił i nabrał sił?
- Niestety nie, ale mogę skoczyć do sklepiku po bułkę! – zaproponowała dziewczynka wyszukując monetę z kieszeni, jaka jej została z kieszonkowego. Nie czekając na odpowiedź Milla odwróciła się na pięcie, dała susa i poślizgnęła się na resztce banana, który wypadł jej ze śmieci i wylądowała na ziemi wśród nadgniłego jabłka i zwiędłej marchwi.
- Zaraz, zaraz… jest tu kawałek wczorajszego chleba. Nie był już potrzebny, bo tata dziś rano przyniósł na śniadanko świeżutkie bułeczki, może być wczorajszy?
- O tak, dziękuję! –powiedział Globelek.
Milla pokruszyła chlebek na rączkę, wspięła się na palce i podała ptaszkowi pod sam dziobek. Jak już Globelek nabrał sił, rozejrzał się wokół i zauważył rozdarty worek pod drzewem.
- Dlaczego wyrzucasz tyle jedzenia? – zapytał ze zdziwieniem dziewczynkę.
- Jakiego jedzenia? To przecież tylko śmieci! – odparła niemniej zdumiona dziewczynka.
- Z taką marchewką mój przyjaciel Turiku miałby chrupania na cały tydzień! Ooo, a z takim jabłkiem Nukarukunda urządziłaby zawody na najmniejszy ogryzek świata! Turiku to mój przyjaciel, który uwielbia wszystko, co wydaje dźwięki, jego imię oznacza „muzyka mi najbliższa”. On nawet je w rytm jakiejś melodii, na przykład chrupie kawałek pędu z bambusa albo orzeszki ziemne, a ty zastanawiasz się, jaka to melodia. Nieraz taki pęd bambusa starcza mu na cały dzień. A Nukarukunda to dziewczynka, która zawsze ma pomysł na ciekawą, ale i mądrą, pożyteczną zabawę, jej imię oznacza „ta, która przewodzi”. Oni mieszkają w Malawi.
- A co to takiego - Malawi?
- To państwo w Afryce ze wspaniałym, ogromnym jeziorem, pięknymi wodospadami, lasami, wysokimi górami. To piękny, egzotyczny kraj, ale daleko stąd –samolotem leciałabyś z 10 godzin.
- A ludzie leżą na leżakach lub kąpią się w basenie?
- No niezupełnie. Dzień jest raczej przepełniony pracą, aby zdobyć i przygotować pożywienie dla siebie i swojej rodziny. Nie ma tam wielu fabryk, ani sklepów. Ludzie najczęściej jedzą to, co daje im natura i co sami wyhodują. Wokół wiosek uprawia się warzywa w małych ogródkach, a na polach kukurydzę, ryż i inne rośliny. Mięso je się tam rzadko i pochodzi ono ze zwierząt hodowlanych lub dziko żyjących (kozy, strusie, ale i krokodyle, małpy, węże, słonie, antylopy, jeżozwierze). Nie zawsze wystarcza dla wszystkich mieszkańców pożywienia, częste susze niszczą uprawy, a wtedy panuje głód. Dlatego mieszkańcy szanują każdy kęs pożywienia.
Historię Globelka o dalekim kraju i o tym, co i jak jedzą jego mieszkańcy przerwał naraz głos:
- Milla, obiad gotowy.
- Będziesz tu jeszcze? – cichutko zapytała Globelka.
- Tak, tak, ja tu mieszkam w okolicy, a to moje ulubione drzewo.
Dziewczynka pospiesznie pozbierała rozsypane śmieci. „Szybko na obiad” – pomyślała i odwróciła się z impetem. W tej samej chwili pojawił się starszy pan, który zdjął ze śmietnika siatkę ze starym chlebem. Przez głowę dziewczynki przemknęła jeszcze myśl: „Ciekawe co on robi z tym suchym chlebem?”
W domu zastała już wszystkich przy stole.
Ja poproszę tylko jednego kotlecika, bo nie wiem czy dam radę zjeść dwa, a po co mamy go potem wyrzucać?
Mama z uśmiechem nakłada córeczce kotlet, a po chwili słychać tylko brzdęk sztućców.
Kiedy Milla zaspokoiła już swój pierwszy głód zagadnęła babcię:
- Babciu, jakiś pan zabierał stary chleb koło śmietnika, po co mu on?
- Czasem ludzie wykorzystują resztki pożywienia dla zwierząt, na przykład suchy chlebek dla koni.
- Babciu, a wiesz, że są takie miejsca na świecie, gdzie ludzie sami polują na zwierzęta i robią z nich mięso, a chlebka nie kupują w piekarni, tylko sami pieką w domu?
- Ja nawet znam takie miejsce, możemy tam się wybrać choćby jutro, jest przecież sobota – zaproponowała babcia.
- Naprawdę?
- Do wujka Staszka jedzie się autobusem niecałą godzinę - uśmiechnęła się zachęcająco babcia.
Na drugi dzień po południu Milla z bratem, babcią i mamą stali już na przystanku autobusowym. Wszyscy z zadowolonymi minami i gotowi do odbycia ciekawej wycieczki.
Wujek Staszek na widok gości uśmiechnął się szeroko i zaprosił ich serdecznie do domu.
- Wujku, czy to prawda, że umiesz robić chleb? - spytała niecierpliwie Milla.
Wujek uśmiechnął się, aż jego długie wąsy uniosły się w górę.
- Chodźcie ze mną na pole, coś Wam pokażę - zaproponował.
- Najpierw trzeba przygotować pole do siewu – rozpoczął swoją opowieść wujek Staszek.
- Wiosną zasiałem zboże i ono rosło sobie od malutkiego zielonego źdźbła po piękny jasny kłos - opowiadał dalej wujek.
- Wujku, a kiedy wiadomo, że zboże jest już dojrzale? - zapytała zaciekawiona Milla.
- Zboże dojrzewa przez cale lato i to od pogody zależy, kiedy je można zebrać z pola. Najlepiej, kiedy jest dużo słońca, bo wtedy kłosy mogą dojrzewać. Ale potrzebny jest także deszcz, żeby ziemia nie była za sucha, bo jak wszystkie rośliny, zboże, aby rosnąć potrzebuje też wody.
- A co później dzieje się z dojrzałym zbożem?- zapytał brat Milli.
- Kiedy zboże jest już dojrzałe, na pole wjeżdża kombajn, ścina kłosy i młóci je.
Dawnej, jak nie było maszyn rolnicy sami ścinali zboże kosą, układali i młócili je własnymi rękami przy pomocy cepów. Pewnie w niektórych biedniejszych krajach nadal tak wygląda praca na wsi.
„Pewnie tak jest w tej egzotycznej krainie Malawi, o której opowiadał Globelek” –pomyślała Milla.
-Ale to jeszcze nie wszystko – powiedział wujek - później zebrane ziarno zawozi się do młyna, a tam specjalne maszyny mielą je na mąkę. Mąka z młyna trafia do piekarni, a tam piekarz wyrabia z niej i drożdży ciasto na chleb i bułki. Pieczenie chleba odbywa się w nocy, żeby rano gotowe pieczywo mogło trafić do sklepów.
Po powrocie z pola cała rodzina zasiadła do stołu. Ciocia Marylka przygotowała pyszny obiad i degustację upieczonego przez nią chleba! Po obiedzie wujek odwiózł gości na przystanek autobusowy i tak zakończyła się wizyta na wsi.
Jeszcze tego samego dnia Milla, po długiej rozmowie z bratem i rodzicami, zdecydowała, że dobrze byłoby zbudować karmnik dla ptaków.
- Wspaniale będzie móc wysypać różne ziarenka dla ptaszków zimową porą…- rozmarzyła się na głos Milla, stojąc w oknie. W tej chwili przelatywał akurat Globelek, który pozdrowił dziewczynkę radośnie i ćwierkając przyznał:
- Tak Millu, to bardzo dobry pomysł! - i odleciał na drzewo, machając wesoło skrzydełkami.