MATERIAŁY DODATKOWE

Milla i nowy dom

Opis: Bajka "Milla i nowy dom"

Autor/Autorka (autorzy/autorki): Laetitia Barbry, Paulina Bąk, Justyna Byczkowska, Aneta Cruz-Kąciak, Agnieszka Grzesiak, Sylwia Hull-Wosiek, Magdalena Janaszek, Dominika Konieczna, Joanna Lewandowska, Joanna Łakomiec, Karolina Łebek, Joanna Markisz, Paulina Obiała, Anna NadŜera, Katarzyna Potoniec, Karolina Piątek, Martyna Rzepska, Monika Spławska, Agnieszka Szczepanik, Katarzyna Zaworska. Opracowanie: Jacek Kupski, Klaudia Rutkowska. Poprawki: Elżbieta Maćkowska



MILLA I NOWY DOM

Od kilku dni Milla chodziła wyraźnie przygnębiona. Zaczęły się wakacje, ale jej nie cieszyła, ani piękna pogoda, ani słońce tak jasne, że trzeba było często mrużyć oczy, lub od razu zakładać przeciwsłoneczne okulary; ani dojrzałe truskawki, ani piękne letnie sukienki, które kupiła jej mamusia… zupełnie nic! Zamiast bawić się z koleżankami i biegać radośnie, martwiło ją to, co kilka dni temu powiedział tatuś. Tato Milli oznajmił bowiem, że wkrótce będą musieli się przeprowadzić i zamieszkać w innym mieście, ponieważ znalazł tam nową, lepszą pracę. Rodzice długo zapewniali Millę, że to bardzo ładne miejsce, z dużym ogrodem. Niedaleko jest plac zabaw i przedszkole, gdzie na pewno nie będzie się nudziła!
Dziewczynka miała jednak wiele obaw. Najbardziej bała się chyba tego, że nowy dom nie będzie się jej podobał i tego, że nie znajdzie tam żadnej miłej koleżanki. Zawsze bała się tego, czego jeszcze nie znała.
Tymczasem po przyjeździe na nowe miejsce, dom, w którym mieli teraz zamieszkać, wydał się Milli bardzo duży. Zbudowany był z czerwonej cegły
i prowadziły do niego trzy niskie schodki. Miał duże drewniane okna i brązowe drzwi z małym witrażowym okienkiem. Milla od razu zauważyła też ciężką srebrną klamkę ciekawie ozdobioną listkami, a pod dachem widać było gniazdo jaskółek.
- To dobry znak!- powiedziała mamusia Milli - Ten dom musi być bardzo przyjazny, skoro upodobały go sobie ptaki!
Najpierw dziewczynka obejrzała podwórko i ogród z drzewami jabłoni, orzecha, wiśni i gruszy. Obok rosły też brzoza i dwie jarzębiny. Milla obejrzała ich rozłożyste konary, próbując dostrzec gniazdo ptaka lub dziuplę. Następnie udała się do domu.
- Hm, nie jest tak źle - pomyślała Milla wchodząc po schodkach - Nawet mi się tu podoba!
W domu panował półmrok, a z kuchni dobiegał hałas układanych naczyń.
- Widzisz Milla – zagadnęła dziewczynkę mama - ja już urządzam swoje gniazdko. Później zajmę się pracownią i sypialnią. A Ty obejrzałaś już cały dom?
- Jeszcze nie – odpowiedziała Milla – nie zdążyłam…
Milla zdała sobie właśnie sprawę, jak wiele rzeczy czeka ją jeszcze do odkrycia.
– Zacznę od mojego pokoju – powiedziała do mamusi i wybiegła z kuchni.
Pokój Milli znajdował się na piętrze. Obok była sypialna rodziców i pokój do pracy mamusi. Wprawdzie niebieski to nie był jej ulubiony kolor (a tak były pomalowane ściany), a na zasłonki w misie, jak sama stwierdziła, „jest stanowczo za duża”, to od razu poczuła się w nim dobrze, bo było tak jakoś miło i przytulnie. Bardzo przypadł jej do gustu kolorowy dywanik przy łóżku i okno, przez które widziała kawałek ogrodu i las po drugiej stronie drogi.
Po chwili Milla wyszła na korytarz i już miała zbiec na dół, kiedy nagle dostrzegła małe drzwiczki.
- Ciekawe co tam jest? – pomyślała dziewczynka. Złapała za klamkę i ku jej zaskoczeniu drzwi otworzyły się z piskiem.
- O jej, tu są jeszcze jedne schody!- zdziwiła się Milla. Chwilę zastanawiała się, czy powinna wejść po nich, żeby zobaczyć, gdzie też ją zaprowadzą, czy może jednak wrócić na dół. Ciekawość wzięła jednak górę i ostrożnie Milla zaczęła się po nich wspinać. Po chwili znalazła się w bardzo tajemniczym miejscu. Wpadało do niego światło tylko z małego okrągłego okienka. Wszędzie były rozstawione stare meble, jakieś książki i niedomknięte walizki.
- Przecież to strych!- zauważyła Milla - Zapomniałam, że w takich dużych domach jest jeszcze strych!
- Ajajajajaj! - usłyszała nagle śmieszny głosik za swoimi plecami.
- Czy ktoś tu jest? - zapytała szybko, odwracając się, ale nie mogła nikogo dostrzec.
- „Czy ktoś tu jest, czy ktoś tu jest?”- usłyszała przekomarzanie.
I nagle spod rękawa sukienki wystającej z walizki, wyszedł śmieszny kudłaty
ludzik.
- Kim jesteś? – zapytała Milla.
- Witaj młoda damo! – powiedział kudłaty ludzik - Ja jestem sir Kłębuszek Kurzu, a Ty to kto? – zapytał.
- Na imię mam Milla - odpowiedziała dziewczynka i uważnie przyglądała się Kłębuszkowi.
- Naprawdę nazywasz się „sir”? - niedowierzała.
- Naprawdę, jestem światowym Kłębuszkiem Kurzu! W niejednym już kraju byłem oraz w niejednym domu, i chociaż nie znam wszystkich języków świata, to zawsze się jakoś dogaduję…- odpowiedział Kłębuszek Kurzu - Ciekawe, że najbardziej mi się to udaje z dziećmi! – dodał po chwili.
- Czy mieszkasz tu od niedawna? - zapytała Milla.
- Tak, przybyłem dokładnie kilka dni temu. Wiem, że wcześniej w tym domu mieszkała duża rodzina. Podobno nawet mała dziewczynka o imieniu Sara. Każdy dom ma jakąś historię, nie wiedziałaś o tym?
- Hm, nie przyszło mi to do głowy – przyznała Milla - To jest moja pierwsza przeprowadzka w życiu. Przyznam Ci się nawet sir Kłębuszku, że bardzo się jej obawiałam…
- Pierwsza przeprowadzka? - dopytał Kłębuszek - ja to już nie pamiętam swojej
pierwszej przeprowadzki - tyle różnych domów widziałem na świecie!
- Rozumiem, Że mieszkałeś na różnych strychach? - zapytała Milla.
- Niekoniecznie, moja damo. Ludzie mieszkają w naprawdę przedziwnych domach! Czasami są to domy skonstruowane tak, aby stały na wodzie, czasami
są to domy zrobione z odchodów zwierząt! - wykrzyknął podekscytowany Kłębuszek Kurzu - Mogą być wielkie i sięgać samych chmur, albo przypominają zwierzęce norki! Są domy piękne i okazałe, jak niegdyś zamki, ale też skromne, albo zbudowane tylko z kartonów. Mają przeróżne kolory i kształty. Czasami wyglądają nawet dziwnie i sam się zastanawiam, jak ludziom udało się w nich urządzić, albo zwyczajnie pomieścić.
- W niektórych domach na przykład tych przypominających z wyglądu namioty, nie ma przecież strychów –kontynuował. Ale ja jestem bardzo bystrym Kłębuszkiem Kurzu i wszędzie znajdę dla siebie miejsce. Ale zdarzało się też, że trafiałem do domu, który ludzie musieli szybko opuścić.
- Jak to? - zdziwiła się Milla.
- To było w tych miejscach na świecie, gdzie toczyła się wojna. Całe rodziny musiały opuszczać swoje domy w trosce o własne bezpieczeństwo. Często zostawiali w tych domach wszystkie swoje rzeczy.
- To bardzo przykre - stwierdziła Milla
- A wiesz, jak się nazywa taki człowiek, który musi opuścić swój dom, ponieważ w jego kraju toczy się wojna?
- Hm - zastanowiła się Milla - chyba wiedziałam, ale to trudne słowo…
- Pomogę ci - zaproponował Kłębuszek Kurzu - taki człowiek to uchodźca. Poznałem kiedyś taką dziewczynkę. Miała na imię Zula. Ona, jej rodzice
i rodzeństwo, to byli właśnie uchodźcy. Uchodźcą nie jest tylko taki człowiek, który musi opuścić swój kraj z powodu wojny; wojna nie jest jedynym powodem; ale niestety często się tak zdarza, że właśnie przez wybuch wojny ludzie zmuszeni są do ucieczki.
- Kłębuszku Kurzu – zapytała Milla - a co się staje z domem, który jest opuszczony?
- Taki dom stoi i czeka, aż zapanuje w kraju pokój, skończy się wojna i ludzie
będą mogli do niego wrócić. Nie wszystkim się to oczywiście udaje, nie wszyscy też pragną takiego powrotu, ale Ci którzy się zdecydują na pewno będą musieli go posprzątać, naprawić szkody, wyremontować. Czasami taki dom nie nadaje się już nawet do remontu, ale zdarza się, że niektóre domy nadają się jeszcze do mieszkania i wówczas Ci, co do nich wrócili, bardzo się cieszą, że są znów u siebie…
- Rozumiem - powiedziała Milla i pomogła Kłębuszkowi Kurzu dostać się na
oświetloną półkę starej komody. Dopiero teraz zobaczyła, jego żywe oczka, które błyszczały jak dwa węgielki; śmieszne małe łapki w szarych rękawiczkach i nieco zadarty nosek. Kłębuszek miał też na sobie czerwoną kamizelkę i nieduży kapelusik.
- A jak Tobie podoba się nowy dom? - zapytał zaciekawiony Kłębuszek Kurzu.
- Muszę przyznać, że podoba mi się coraz bardziej! - przyznała Milla. Jest
w nim tyle historii do odkrycia! Może zechcesz mi w tym pomóc sir Kłębuszku? – zapytała Milla.
- O tak, bardzo chętnie – odpowiedział Kłębuszek.
- Bardzo się cieszę, że cię poznałam sir Kłębuszku Kurzu - uśmiechnęła się Milla.
- Milo mi młoda damo! Pozwól jednak, że teraz utnę sobie popołudniową drzemkę - ziewnął przeciągle i głośno Kłębuszek.
- Oczywiście - powiedziała Milla i zdała sobie sprawę, że sama jest już trochę zmęczona, a na dodatek nie jadła jeszcze obiadu. Tymczasem mamusia
w kuchni pewnie zastanawia się, gdzie ona teraz jest.
- Do widzenia sir Kłębuszku Kurzu!
Milla pomachała do niego, znalazła schody powrotne i ostrożnie zeszła na dół.
Minęła po drodze swój pokój i pomyślała o dziewczynce, która wcześniej w nim mieszkała. Ciekawiło ją, jaką dziewczynką była i czy mogłyby się zaprzyjaźnić.
Wiedziała tylko, że Sara musiała lubić niebieski kolor oraz zasłonki w misie. Może zapyta o nią następnym razem sir Kłębuszka Kurzu?