MATERIAŁY DODATKOWE

Rafiki – Twoi rówieśnicy z Kenii

Opis: Załącznik nr 6 - Wakacje z Wiktorią

Autor/Autorka (autorzy/autorki): Opracowanie: Fundacja Ekonomiczna Polska - Afryka Wschodnia



Wakacje z Wiktorią - Ian Ragot, Olympic High School, Kibera, Nairobi



Cześć! Jestem Ian, mam 19 lat i obecnie mieszkam w Kiberze w Nairobi. Chociaż sporo się tu dzieje, to jednak nie równa się to z tym, jak fajnie można spędzać czas tam, skąd pochodzę, czyli w wiosce na północ od Karachuonyo w prowincji Nayanza. Gdy tylko mam przerwę w szkolnych zajęciach, zawsze jadę do siebie na wieś, pomimo, że z Nairobi to ponad 400 km. Najczęściej jadę w moje rodzinne strony minibusem, zwanym w Kenii „matatu”.



Mieszkamy tam obok wielkiego jeziora Wiktorii. Jest to chyba jedna z najfantastyczniejszych rzeczy, jakie mogły mi się przydarzyć w życiu. Wyobraźcie sobie, że kiedy macie ochotę, możecie tak po prostu pójść i wskoczyć do największego tropikalnego jeziora na świecie! W upalne dni chodzę tam z całą paczką chłopaków, moich przyjaciół z dzieciństwa, aby popływać lub łowić ryby. Ryby łowimy na żyłkę z haczykiem, albo łapiemy je w sieć zrobioną z papirusu. Złapane ryby smażymy w ognisku na brzegu jeziora albo sprzedajemy je w wiosce, żeby mieć jakieś kieszonkowe. Zawsze świetnie się razem bawimy!



Jeszcze lepsze jest polowanie. Gdy dopada nas nuda, zbieramy się w grupę, bierzemy psy i wyruszamy na łowy. Przeszukujemy wszystkie krzaki, zapuszczamy się w głąb buszu, żeby znaleźć jakiegoś zająca albo antylopę. Polowanie jest dobrze zorganizowane. Zawsze mamy lidera, który na widok zwierzaka daje sygnał. Psy, cały czas w gotowości, na okrzyk lidera strzelają niczym z procy w kierunku zwierzaka, a my widzimy tylko tuman kurzu. Potem już tylko szczekanie pozwala się nam domyślać, gdzie są nasi pomocnicy. Psy czasem biegną kilka kilometrów, zanim dopadną zdobycz. Schwytany zając jest dzielony według zwyczajowo ustalonych zasad. Największą część otrzymuje zawsze właściciel psa, który go schwytał.



Czas spędzony nad Jeziorem Wiktorii jest tak ciekawy i ekscytujący, że żaden z nas nie darowałby sobie, gdyby nie mógł tu przyjechać. Dlatego każdego roku nie mogę doczekać się początku grudnia, kiedy zaczynają się wakacje, aby wsiąść w pierwsze lepsze „matatu” i wyruszyć do mojej wioski w Karachuonyo na spotkanie nowych przygód. Dołączcie do mnie!