Odniesienie do podstawy programowej: Jak dla wĹaĹciwego scenariusza zwiń
Odniesienie do podstawy programowej:Jak dla wĹaĹciwego więcej
ZaĹÄ
cznik nr 2 - Fragment ksiÄ
Ĺźki Cz. Centkiewicza pt. âAnaruk, chĹopiec z Grenlandiiâ.
Zdobycie poĹźywienia to sprawa Ĺźycia i Ĺmierci dla mieszkaĹcĂłw Grenlandii. Polowanie na zwierzÄta morskie, tak jak to robiÄ
Eskimosi w dalekich zakÄ
tkach Grenlandii, nie jest rzeczÄ
ĹatwÄ
ani bezpiecznÄ
. Latem wypĹywajÄ
na morze w kajakach. Nic a nic niepodobnych do naszych. Szkielet buduje siÄ przewaĹźnie z Ĺźeber zwierzÄcych powiÄ
zanych rzemieniami; obciÄ
ga siÄ go skĂłrami, pozszywanymi jak moĹźna najszczelniej. OtwĂłr, w ktĂłrym siedzi myĹliwy, jest bardzo ĹciĹle dopa sowany do jego wymiarĂłw. JeĹli ĹĂłdka przedziurawi siÄ w czasie polo wania, myĹliwy nie moĹźe wydostaÄ siÄ z niej i tonie. (...)
W lecie dzieci zbierajÄ
i suszÄ
trawy, mchy i nawĂłz ptakĂłw czy re nĂłw. W zimie wytapiajÄ
lĂłd na wodÄ do picia i czasem, bardzo rzadko, podgotowujÄ
trochÄ miÄsa nad pĹomieniem lampy. LampÄ
nazywajÄ
wydrÄ
Ĺźony kamieĹ, w ktĂłry myĹliwi nalewajÄ
tĹuszczu foki, morsa lub wieloryba i zanurzajÄ
w nim knot zrobiony z wysuszonej trawy. Lampa daje trochÄ ĹwiatĹa, trochÄ ciepĹa i bardzo, bardzo duĹźo sadzy. Ale tym siÄ nikt nie przejmuje. (...)
Zima jest tutaj tym przykrzejsza, Ĺźe przez caĹe cztery miesiÄ
ce bez przerwy trwa ciemnoĹÄ. SĹoĹce nie ukazuje siÄ wcale. Dopiero w marcu pojawia siÄ co dzieĹ na chwilÄ tuĹź nad horyzontem. Wtedy we wszyst kich ludzkich osiedlach na Dalekiej PĂłĹnocy panuje radoĹÄ. MrĂłz, burze ĹnieĹźne, mÄczÄ
ce wichry - wszystko idzie w zapomnienie. Wraz ze sĹoĹcem nadchodzi czas letnich ĹowĂłw. W maju rozpoczyna siÄ dzieĹ polarny i trwa bez przerwy przez piÄÄ miesiÄcy. SĹoĹce wtedy wcale nie zachodzi. (...)
Eskimosi polujÄ
, jak tylko nadarzy siÄ im sposobnoĹÄ. Nie dla przyjemnoĹci czy dla zabawy, a z potrzeby. Nigdy nie wiadomo, kiedy przyjĹÄ
moĹźe gĹĂłd. Tugto ze zgrozÄ
wspominaĹ niedawnÄ
zimÄ.
- ZjedliĹmy wtedy wiele naszych psĂłw, a sam rozumiesz, jaka to straszna ostatecznoĹÄ zabiÄ wiernego przyjaciela, ktĂłrego wychowywa Ĺo siÄ od maĹego szczeniaka. ZjadaliĹmy skĂłrÄ naszych namiotĂłw, wyszukiwaliĹmy pod Ĺniegiem ogryzione dawno koĹci, Ĺźeby jeszcze raz wyssaÄ z nich kaĹźdÄ
kropelkÄ szpiku. GotowaliĹmy rzemienie, uprzÄĹźe, ubrania. Ale to wszystko nie pomagaĹo. Wielu myĹliwych nie przeĹźyĹo tej zimy. GĹodni, wyjeĹźdĹźaliĹmy daleko od naszej osady w poszukiwaniu zwierzyny.
GĹodne psy, chude jak szkielety, ledwo ciÄ
gnÄĹy sanie. ByliĹmy sĹabi, potykaliĹmy siÄ co krok. Gdy raz wreszcie zobaczyĹem fokÄ, osĹa biona
rÄka i zamglone oko zawiodĹy mnie - zwierzÄ znikĹo pod lodem. StaliĹmy na mrozie dĹugie godziny, czekajÄ
c, aĹź ukaĹźe siÄ znowu. CzekaliĹmy na próşno. DĹugo, bardzo dĹugo krÄ
ĹźyliĹmy po caĹym wybrze Ĺźu. Nigdzie ani Ĺladu zwierzyny.
PowrĂłt byĹ bardzo smutny. Psy nie miaĹy siĹy ciÄ
gnÄ
Ä pustych saĹ, a jeĹli widziaĹy, Ĺźe jeden z ich towarzyszy nieruchomiaĹ na lodzie, rzucaĹy
siÄ i rozszarpywaĹy go w kawaĹki.
Gdy powracaĹem do domu z pustymi rÄkami, panowaĹa w nim cisza. OsĹabione gĹodem dzieci leĹźaĹy bez ruchu, nawet Anaruk nie przybiegaĹ, jak zwykle, pomagaÄ mi zdjÄ
Ä uprzÄ
Ĺź z psĂłw. Nie skarĹźyĹ siÄ, nie pĹakaĹ, ale jego oczy byĹy tak smutne, Ĺźe uciekaĹem z igloo i znĂłw daremnie bĹÄ
kaĹem siÄ po krach w poszukiwaniu miÄsa.
ĹšRĂDĹO:
Cz. Centkiewicz, Anaruk, chĹopiec z Grenlandii, Warszawa 2007.