MATERIAŁY DODATKOWE

Mongolia – problemy i szanse najuboższych mieszkańców środkowej Azji

Opis: Załącznik nr 2. Artykuł: Mongolia potrzebuje pomocy!

Autor/Autorka (autorzy/autorki): Waldemar Weihs



Załącznik nr 2. Artykuł: Mongolia potrzebuje pomocy!

Źródło: www.dfop.org.pl (fragmenty)

„Miesiąc temu wróciłem z Mongolii. Byłem tam tydzień, ale wrażeń pozostało tak wiele i tak silnych, że potrzebowałem miesiąca, aby ochłonąć
od emocji.(…)
Swoją relację zatytułowałem „Mongolia potrzebuje pomocy!” i myślę, że nie przesadziłem ani trochę. W Mongolii dość specyficznie zrozumiano przemiany polityczno-gospodarcze na początku lat dziewięćdziesiątych. Nomenklatura [przedstawiciele władzy] uwłaszczyła prawie wszystko. W rękach prywatnych znalazły się nie tylko przedsiębiorstwa, banki, ale też szkoły, przedszkola i szpitale. Przestały istnieć struktury pomocy socjalnej, nie istnieją żadne formy pomocy osobom niepełnosprawnych i po wypadkach, nie zna się zawodu rehabilitanta i psychoterapeuty. Z ulic nielicznych mongolskich miast zniknęły dzieci ulicy. Do końca nikt nie wie co się z nimi stało.
A ja aż boję się tutaj powtarzać domysły Mongołów. Szpitale są w opłakanym stanie – nie można porównać ich do niczego co znamy w Polsce nawet z lat pięćdziesiątych. OIM (oddziały intensywnej terapii) bardziej przypominają zdewastowane korytarze piwniczne niż coś, co miałoby kojarzyć się ratowaniem ludzkiego zdrowia. Ceny powszechnych artykułów są zbliżone do tych jakie znamy z naszych sklepów. Ale zarobki są zdecydowanie niższe. Średnio zarabia się w Ułan Bator ok. 100$. Ale oczywiście nie jest to kwota mogącą zadowolić kogokolwiek, skoro trzeba samemu opłacić sobie leki, wizyty lekarskie, leczenie, czy utrzymanie na stare lata. Bo przecież nie można liczyć na państwową emeryturę i opiekę socjalną.
Dlatego osoby niepełnosprawne, ofi ary wypadków, osoby uzależnione od alkoholu i innych środków uzależniających, a także ofi ary przemocy, małe dzieci i osoby bezrobotne wraz ze swoimi rodzinami nie mogą liczyć prawie na żadną pomoc. Istniejące organizacje pozarządowe nie są w stanie zaspokoić potrzeb, tym bardziej, że państwo mongolskie nie dofinansowuje działań nazywanych u nas sferą pożytku publicznego. Wszystkie organizacje pozarządowe funkcjonują wyłącznie z dotacji zagranicznych i nielicznego wsparcia lokalnych przedsiębiorców. A jak sami wiemy w polskiej rzeczywistości nie są to środki, które pozwoliłyby odpowiadać w znaczący sposób na społeczne zapotrzebowanie. Do tego problemem mongolskiego sektora pozarządowego jest prawie zupełny brak wolontariatu. Związane jest to z miejscowymi zwyczajami. Jeżeli już ktoś angażuje się jako wolontariusz, to po to, aby uzyskać konkretną korzyść, np. wyjazd
zagraniczny. Polskie dobre doświadczenia w budowaniu współodpowiedzialności obywateli w rozwiązywaniu społecznych problemów, a także stan III sektora naszego kraju – członka Unii Europejskiej, wręcz zobowiązują nas do tego, aby wspomagać tych, którzy tego naprawdę bardzo potrzebują. Nie bez znaczenia jest to, że Mongolia, tak bardzo odległa geografi cznie, kulturowo, zwyczajami jest bliżej Europy, niż np. Rosja. Okazuje się, że polskie wzory pracy np. z osobami niepełnosprawnymi, współuzależnionymi
i ofi arami przemocy mogą być przenoszone bez żadnych modyfikacji kulturowych. Przekonać się można o tym już na ulicach Ułan
Bator, gdzie prawie wyłącznie spotyka się nazwy i marki europejskie, a nie azjatyckie (poza samochodami oczywiście) (…).
Ale zmierzam powoli do podsumowania. Wśród obecnych państw w Mongolii Polska nie należy do najbogatszych i najbliżej położonych. Ale wyróżnia nas doświadczenie w transformacji, budowie sektora pozarządowego i tworzeniu wręcz od podstaw systemów rozwiązywania problemów społecznych, jakich nie mają Amerykanie, Japończycy, ani Chińczycy i Koreańczycy. Dlatego uważam, że nasze doświadczenia i obecnie posiadany potencjał mogą być niezwykle cenne dla Mongolii (…)”.
Waldemar Weihs, Fundacja „Merkury”